poniedziałek, 17 kwietnia 2017

Glossybox kwiecień.

Hejka ! :)

Tydzień temu w moje ręce trafiło nowe pudełeczko glossybox. Z ostatniego byłam bardzo zadowolona i jak to zawsze bywa kolejne okazało się niewypałem. Zawartość kwietniowa nie jest zła, ale nie zachwyca. Znalazła się tutaj prawie sama kolorówka. W pudełku mamy 5 produktów, z czego trzy to pełnowymiarowe kosmetyki. Niestety produktem full size jest tutaj malutki antybakteryjny żel do mycia rąk. Oprócz tego znalazła się tutaj kredka do konturowania z modelco, eyeliner sportfx, maskara rodial oraz odżywka do włosów z elgon. Z tego pudełka zatrzymam tylko dwa produkty, resztę oddam :)


Głównym produktem z tego pudełka jest ModelCo Contour Stick. Nie jest to pełnowymiarowy produkt. Niestety nie będę jej używać, niestety kolor jest dla mnie za ciemny. Wydaje mi się że nawet po roztarciu, produkt brzydko będzie wyglądał na mojej bladej skórze.


Kolejny produkt, który raczej zatrzymam to odżywka do włosów z elgon deliwash cleasing conditioner. Pierwszy raz spotkałam się z tą firmą. Jest to pełnowymiarowy produkt o pojemności 100ml. Na razie nie będę go używać, będzie czekał na swoją kolej :)


Kolejnym pełnowymiarowym produktem jest antybakteryjny żel do mycia rąk. Ma on bardzo małą pojemność, więc jest on idealny na podróże. Ja będę go zabierać ze sobą do pracy, bo często u nas brakuje mydła :) Produkt zawiera w sobie malutkie drobinki brokatu i pochodzi on z Merci Handy.


Definition Duo Eyeliner Pencil z sportfx to także nowość. Jest to dwustronna kredka do oczu czarno-brązowa. To ostatni pełnowymiarowy produkt, za cenę 10 funtów. Kredkę na pewno oddam mojej siostrze.


Ostatnim produktem jest mini tusz do rzęs z Rodial. Jego pełna nazwa to Glamlash Mascara XXL. Jest też mega małych rozmiarów, więc także nadaje się na wyjazdy. Mam już swój ulubiony tusz i nie testuje już nowych. Ten mini produkt oddam chyba mojej mamie :)


niedziela, 9 kwietnia 2017

Moschino Fuuny perfumy idealne.

Hejka :)

Tak jak obicywałam mam dla Was recenzję perfum, które od razu podbiły moje serce. Jest to zapach od Moschino Funny. Nazwa idealnie pasuje do tych perfum. Od razu na wstępie chcę Was poinformować, że nie jestem dobra w opisywaniu zapachów. Mam nadzieję że przymknięcie na to oko :) Funny to idealny zapach wiosnę i oczywiście na lato. Jest to perełka wśród wszystkich perfum jakie posiadam. Uwielbiam słodkie produkty, ale pewnie wiele razy będę o tym pisać. Funny należy właśnie do takiej kategorii. Pokochałam ten zapach od pierwszego psiknięcia. Zaraz dowiecie się dlaczego :)
Zawsze przed zakupem produktów z wyższej półki cenowej sprawdzam opinie na ich temat. Jednak nie tym razem, po prostu zakochałam się w buteleczce. Sprawdziłam też nuty zapachowe i od razu wiedziałam że zapach przypadnie mi do gustu. Jego głównie nuty to: gorzka pomarańcza, czerwona porzeczka, jaśmin, piwonia.
Perfumy pachną jak mega słodka pomarańcza. Wyczuwam w nich także jaśmin, jednak w mniejszym stopniu. Zapach jest bardzo dziewczęcy i jak sama nazwa wskazuje bardzo zabawny. Przypominają mi się wszystkie moje wakacje, kiedy byłam jeszcze nastolatką. Mimo słodkiego zapachu są mega lekkie. Nie drażnią, nie duszą i na pewno nie boli nas od nich głowa :) Produkt jest bardzo orzeźwiający i delikatny. Zapach mogę zaliczyć do bardzo trwałych. Psikam się nimi do pracy i po powrocie nadal wyczuwam go na sobie. Używam ich od lutego, codziennie i zużycie jest na prawdę niewielkie. Mimo że używam ich tylko dwa miesiące mogę zaliczyć je do wydajnych. Produkt urzekł mnie nie tylko zapachem ale i buteleczką. Zatyczka kształcie serca i różowa kokardka przykuwają wzrok. Moschino Funny to mój faworyt i na pewno wiele razy znajdzie się on w ulubieńcach. Perfumy zasługują na 5 i taką ocenę im przyznaje. Mamy teraz wiosnę i jeśli szukacie czegoś szalonego to koniecznie sprawdźcie zapach tych perfum :)




niedziela, 2 kwietnia 2017

Ulubieńcy marca: Rituals, sylveco, moschino, crabtree&evelyn.

Hejka ! :)
Dawno mnie tu nie było, ale mam teraz masę pracy. Prawie co tydzień mam nadgodziny a do tego muszę przychodzić w sobotę. W końcu znalazłam czas na zrobienie ulubieńców. Właśnie o tym będzie dzisiejszy post. Zawsze staram się wybierać najlepszą piątkę, ale tym razem mam tylko cztery produkty. Nie przedłużając, zapraszam do zapoznania się z ulubieńcami marca :)


Nie pokazywałam Wam tego zakupu, ale jakoś na początku lutego sprawiłam sobie nowe perfumy. Wybrałam zapach od Moschino Funny. Była to wielka miłość od pierwszego psiknięcia. Używałam ich przez cały miesiąc i jest to perełka wśród innych perfum jakie posiadam. Zapach jest mega słodki i baardzo dziewczęcy. Pachną jak landrynki i pomarańcza. Zapach jest bardzo trwały i długo wyczuwalny na ubraniach. Perfumy musiały znaleźć się w ulubieńcach i niedługo pojawi się osobny post na ich temat :)


Następny ulubieniec to oczyszczający peeling z Sylveco. Produkt rewelacyjnie oczyszcza moją twarz. Skóra po jego użyciu staje się delikatna i miła w dotyku. Kosmetyk zawiera w sobie duże drobinki ścierające mimo tego nie podrażnił mojej skóry. Używałam go cały miesiąc, sprawdził się genialnie i dlatego peeling znalazł się w ulubieńcach :)


Przedostatni ulubieniec to także produkt z kategorii pielęgnacja ciała. Jest to balsam do ciała z Rituals. Znalazłam go w październikowej edycji glossyboxuk. Produkt doskonale nawilża moją skórę. Pozostawia ją gładką i miłą w dotyku. Kosmetyk ma kremową konsystencję, która szybko się wchłania. Produkt nie pozostawia nieprzyjemnych tłustych warstw i jest bardzo delikatny. Jest to mój ulubiony produkt i na pewno skuszę się na jego pełnowymiarową wersję :)


Na koniec zostawiłam krem do rąk z crabtree&evelyn. Mam częsty kontakt z wodą a do tego gdzie pracuje jest dosyć zimno. Moje dłonie czasami wyglądają tragicznie. Są mega przesuszone i zaczęły pojawiać się suche skórki. Na szczęście ten produkt ratuje mi życie odkąd znalazłam go w marcowym glossybox. Świetnie nawilża i regeneruje popękaną skórę dłoni. Dzięki niemu nie mam już problemów z suchością dłoni. Krem idealnie nadaje się do torebki, dzięki małej pojemności mogę go zabierać ze sobą do pracy. Nie mogłam go nie uwzględnić w ulubieńcach :)


środa, 15 marca 2017

Nowości m-shop: bielenda, skin79, holika holika, jantar, oillan.

Hejka :)

Ostatnio pokończyło mi się kilka produktów i pomału kupuję ich następców. Możecie się niedługo spodziewać projektu denko :) W niedzielę zrobiłam małe zamówienie na m-shop.eu. Jest to drogeria internetowa oferująca Polskie kosmetyki w UK. Paczkę dostałam dzisiaj, czekałam całe dwa dni robocze. Na stronie trwała także zniżka 8% na dzień kobiet. I to tyle na wstępie, nie przedłużając zapraszam Was do zapoznania się z moimi nowościami kosmetycznymi :)
Pierwszym produktem z tego zamówienia to żel do mycia twarzy z bielenda. Wcześniej używałam produktu z pharmaceris. Miałam kupić go ponownie, ale postanowiłam przetestować coś innego. Wybrałam oczyszczający żel węglowy do twarzy z serii carbo detox. Dajcie znać w komentarzu czy miałyście coś z tej serii. Mam duże oczekiwania co do tego produktu :)
Nie mam jakiegoś dużego problemu z trądzikiem, ale mam problem z rumieniem i czerwonymi plamkami po niedoskonałościach. Przeglądając ofertę m-shop przypadkiem natrafiłam na markę oillan. Obserwuję tą firmę na instagramie i od dawna planowałam zakup jakiegoś kosmetyku od nich. Mój krem z ziaji sięga dna i musiałam go czymś zastąpić. Kupiłam intensywny krem kojąco-regenerujący na trądzik różowaty. Krem ma bardzo pozytywne opinie, i to skusiło mnie do jego zakupu.
Po roku czasu w końcu moja odżywka jantar sięgnęła dna. Nie mogłam się doczekać aż kupię tą nową wersję z pompką. Miałam już dość tego starego opakowania. Bardzo nieporęczne i ciężko było mi zaaplikować produkt na włosy bez żadnych plam na ubraniach :) Fajnie że w końcu postanowili zmienić cały wygląd. Wcierka jantar to hit w pielęgnacji moich włosów. Mimo że już nie wypadają tak jak wcześniej, muszę mieć tą odżywkę pod ręką. Jest mega tania a efekty są rewelacyjne. Postaram się zrobić odrębny post na temat tej wcierki :)
Ostatnio pokochałam maseczki w płachtach. Zamówiłam na razie trzy, jedna z skin 79 i dwie z holika holika. Pandę już miałam i byłam z niej zadowolona. Na moim instagramie możecie znaleźć jej recenzję (klik). Już nie mogę się doczekać kiedy przetestuje resztę :)







niedziela, 12 marca 2017

Glossybox uk: Marzec 2017

Hejka ! :)
Odebrałam w końcu wczoraj nowy glossybox uk. Poprzednia edycja była taka sobie, natomiast marcowa bardzo przypadła mi do gustu. Fajnie że w tym pudełku znalazła się sama prawie sama pielęgnacja.  Jeśli chodzi o zawartość to w boxie znajdziemy pięć produktów: trzy pełnowymiarowe i dwie próbki. Głównym kosmetykiem z tego pudełka jest paletka cieni z sleek. Nigdy wcześniej nie miałam żadnych produktów z tej marki. Jest to nowość w mojej kosmetyczce. Pełna nazwa tej paletki to Dancing til dusk o numerze 027. Jest to pełnowymiarowy produkt, kosztujący 10 funtów. Paletka na 100% jest dostępna w Polsce. Ta paletka to jedyna rzecz z kolorówki :) Ten produkt znalazł się w każdym pudełku, natomiast reszta została wylosowana. 
Kolejny pełnowymiarowy produkt to krem pod oczy z Oolution. Pierwszy raz słyszę o tej marce, cieszę się że będę mogła przetestować ich kosmetyk. Jest to najdroższy produkt z całego pudełka. Jego cena to 30 funtów, prawie 150 zł. W życiu nie zdecydowałabym się na aż tak drogi kosmetyk. Krem ma działanie nawilżające i ma także redukować cienie pod oczami. Mam spore oczekiwania co do tego produktu. Jego pojemność to 15ml, idealny rozmiar do bagażu podręcznego :)
Kolejny kosmetyk to także nowość w mojej pielęgnacji. Jest to krem do rąk z Crabtree&Evelyn. Jego cena to 6 funtów za 25 gram. Jest to dość mała pojemność, na pewno będę go nosić ze sobą. Nie będzie zajmować zbyt dużo miejsca w torebce. 
W pudełku znalazłam także produkt z skinfix. Będę się powtarzać, ale to także nowość w mojej kosmetyczce. Jest to pieniący się olejek do oczyszczania i pielęgnacji naszej skóry. Jest to próbka 30 ml, to także idealna pojemność na podróże. Na pewno zabiorę go ze sobą do Polski. Może skuszę się na pełnowymiarową wersję. 
Ostatni produkt to krem, maska i primer w jednym z firmy thisworks. Jest to także malutka 30 ml próbka. Już miałam jeden produkt z tej firmy, ale nie byłam z niego zbytnio zadowolona. Ten ma wiele pozytywnych opinii, więc mam nadzieję że nie okaże się on niewypałem. Będzie to pierwszy produkt z tego pudełka który zacznę testować :)
Jeśli chodzi o całą zawartość, to jak wspominałam na początku jestem bardzo zadowolona. Nie ma w nim żadnego zbędnego produktu. Myślę, że zasługuje ono na 4 z dużym plusem. W następnej edycji ma się znaleźć kredka do konturowania z model&co.







sobota, 11 lutego 2017

GLOSSYBOX LUTY.

Hejka :)
Dwa dni temu dostałam nową edycję glossybox luty. Liczyłam na coś ekstra ze względu na walentynki, ale się troszkę rozczarowałam. Zawartość tak średnio przypadła mi do gustu. Z pięciu kosmetyków będę używać tylko dwa. Mimo że w pudełku znalazły się aż cztery pełnowymiarowe produkty to i tak czuję jakiś niedosyt. Z resztą same ocenicie czy warto dalej przedłużasz subskrypcję. Wydaje mi się że Polska edycja jest o wiele lepsza. Nie przedłużając zapraszam do zapoznania się z zawartością :)


Może zacznę od najlepszego produktu z tego pudełka czyli od perfum. Jest to zapach różany od Jeanne Arthes. Nie znałam ich wcześniej, będzie to dla mnie nowość. Jest to pełnowymiarowy 30ml produkt, jego cena to 20 funtów. Zapach jest bardzo delikatny, spodobał mi się chociaż nie przepadam za różanymi kosmetykami. Trwałość też jest w miarę dobra, jak na razie jestem zadowolona. Zobaczymy co będzie później :)


Kolejny kosmetyk który przypadł mi do gustu to masczka oczyszczająca. To także pełnowymiarowy 30 ml produkt. Jest dość drogi, jego cena to aż 26 funtów. Mam nadzieję że cena idzie w parze z jakością. Produkt ma bardzo przyjemny skład, nie zawiera parabenów ani silikonów. Będę testować i oczywiście dam znać na moim instagramie :)


Wiem, nie można mieć wszystkiego ale 20ml próbka to dla mnie za mało. Wydaje mi się że ten produkt z garniera to zbędna rzecz w tym pudełku. Jest to tylko na raz i powiedzmy sobie szczerze taką próbkę możemy dostać za darmo. Nawet nie będę widzieć żadnych rezultatów po jednym użyciu. Niestety jestem zawiedziona tym produktem. Zapomniałam napisać na początku, jest to maska do włosów :)

 
Kolejny pełnowymiarowy produkt z tego pudełka to lakier do paznokci. Jest on z ciatelondon, pierwszy raz spotkałam się z tą firmą. Lakier ma uroczą buteleczkę z czarną kokardką. Kolor też ma fajny, ale czuje mały niedosyt. Nie wiem czym to jest spowodowane. Produkt jest dość drogi, kosztuje on 9 funtów. Z pewnością bym go sama nie kupiła. Lakier oddałam siostrze, więc na pewno mi go zrecenzuje i dam Wam znać także na moim insta :)


I już ostatni produkt to rozświetlacz w płynie. Pochodzi on z firmy mememecosmetics, strasznie śmieszna nazwa :) Nigdy nie używałam tego typu kosmetyków. Troszkę boję się go używać i dlatego oddałam go siostrze. Możemy go także mieszać z podkładem, myślę że taka opcja najbardziej jej będzie odpowiadać. Jego cena to 7.25 i to także pełnowymiarowy produkt :)


sobota, 4 lutego 2017

Haul cz2: Bóg nigdy nie mruga, sekrety urody koreanek, modernsilver, czasnabuty, ziaja.

Hejka :)

Ostatnio na blogu pokazywałam Wam haul głównie kosmetyczny, dzisiaj jego druga część :) Będą to dwa dodatki oraz dwie książki.  W tamtym poście zapomniałam dodać jednego kosmetyku do pielęgnacji z ziaji. Myślę że większość rzeczy z tego haulu będziecie kojarzyć. Zapraszam serdecznie do zapoznania się z moimi nowościami :)


Zacznę może od książek, jedna urodowa, druga na faktach. Są to Bóg nigdy nie mruga Reginy Brett i Sekrety urody koreanek autorstwa Cho Charlotte. Pewnie ta druga będzie Wam pewnie dobrze znana. Już od jakiegoś czasu jest ona bardzo popularna, ale dopiero teraz zdecydowałam się ją przeczytać. Jak zawsze robię wszystko na końcu :) Przeczytałam już połowę tej książki, ale opinia na jej temat pojawi się w osobnym poście. Mogę Wam powiedzieć że jest świetna i pomału zaczęłam wprowadzać rady zawarte w tej książce. Druga książka to także bestseller, i od dawna planowałam ją przeczytać. Jest to historia Reginy Brett, jej  przemiany i jak zmieniło się jej życie. Oczywiście o tej książce pojawi się osobny post :)


Niezbyt często noszę jaką kolwiek biżuterię. Jeśli już to staram się wybierać bardzo delikatne, nie rzucające się w oczy  dodatki. Chyba na mikołajki dostałam zniżkę -25% na biżuterię z modernsilver. Mają bardzo ciekawą, dosyć tanią biżuterię. Przejrzałam ich całą ofertę i moją uwagę przyciągnął złoty wisiorek z nutkami. Jest bardzo minimalistyczny i pasuje do wielu stylizacji. Jest bardzo delikatny i ładnie prezentuje się na szyji. Na prawdę szczerze polecam zobaczyć asortyment modernsilver. 


Kolejnym dodatkiem, tym razem modowym są buty typu emu. Zamawiałam je ze strony czasnabuty,pl. Była wtedy zniżka 50% procent, Normalna ich cena to coś około 90 zł, ja zamówiłam je za 45. Wybrałam je w odcieniu brudnego różu, z kokardą na bokach. Wiem że nie każdemu się one spodobają, ja uważam że są urocze. Uwielbiam tego typu buty, są mega wygodne i ciepłe. 


Na koniec zostawiłam ,,rodzynka" kosmetycznego czyli krem z ziaji. Jest to krem dla cery normalnej i suchej. Niestety mam ten drugi rodzaj skóry. Krem jest bardzo nawilżające i idealnie nadaje się pod makijaż. Jak na razie jestem z niego zadowolona, chociaż testuję go dopiero z dwa tygodnie. Kupiłam go w polskim sklepie za niecałe trzy funty. Mam nadzieję że się na nim nie zawiodę :)


Szablon stworzony przez Blokotka. Wszelkie prawa zastrzeżone.